 |
Rozdział XVIII Zdumienia, przywidzenia i obserwacje starego subiekta
Pewnego dnia Wokulski wręczył Ignacemu album Warszawy i bilet do teatru. W
teatrze zauważył pewną zbieżność, kiedy Łęcka bardzo przeżywa występ, wówczas
Wokulski ociera czoło i rozlegają się wielki oklaski. Rzecki przysiągłby, iż
słyszy głos Obermana. Wokulski kieruje klakierami. Po przedstawieniu Rzecki
poszedł do gospody i za dużo wypił. Wracał pijany i czekał potem, aż stróż
otworzy bramę. Obudził się za późna, ale zdążył do pracy. Dostał na przywitanie
list adresowany do Wokulskiego, na którym napisano „bardzo pilno”. Był to list
zaklinający, aby Wokulski nie kupował kamienicy za 90 tys., skoro nie jest warta
70 tys. Chciał porozmawiać ze Szlangbaumem, ale ten nic o transakcji ojca nie
wie, przynajmniej tak mówi.
Do sklepu przyszedł Mraczewski, który opowiedział o
przekonywaniu Wokulsiego przez Suzina, żeby z nim jechał do Paryża. Miałby
darmową podróż i zarobiłby z 10 tys. rubli, ale nie chce jechać. Kolejnego dnia
Rzecki idzie zobaczyć licytację kamienicy. Widzi spanikowaną, rozdrażnioną
Krzeszowską, która wygraża wszystkim dokoła i Łęckiego, który zatrudnił ludzi,
aby podpowiadali wszystkim cenę domu na 120 tys. Licytacja była ostra i kupił
dom Szlangbaum za 90 tys. rubli przy omdlewaniach Krzeszowskiej. Niezadowoleni
byli Krzeszowska i Łęcki. Rzecki dowiedział się od ludzi o romansie Wokulskiego.
Ustalił jednak, iż to nie Stach kupił dom, ale Żyd.
Rozdział XIX Pierwsze ostrzeżenie
Mraczewski czekał 3 godziny w sklepie Rzeckiego, aby ten wpłynął na
Wokulskiego. Miał jechać z Suzinem do Paryża za darmo i zarobiłby nie 10 a 50
tys. rubli. Tylko że Wokulskiemu nie chce się. Przyszedł list z domu Łęckich i
Ignacy idzie z nim do Wokulskiego. Namawia go na wyjazd, ale ten każe mu czytać
list Izabeli, która zaprasza na obiad i chce z nim jechać do Paryża. Wokulski
jest szczęśliwy. Rzecki krytykuje go, myślał, że skoro narażał życie i zarobił
tyle pieniędzy, to uczynił to dla jakiegoś ważniejszego celu. Wokulski ma dosyć
poświęceń dla ogółu, chce być szczęśliwy. Ignacy nigdy nie mówił mu tego, ale
dla kobiety nie warto tak się angażować. Też kiedyś zakochał się, wymieniał
spojrzenia, tymczasem jego ukochana flirtowała z innymi i zdradzała go.
Wszedł Łęcki. Załamany. Twierdzi, że okradziono go, bo nawet na sali słyszał
jakoby jego dom był wart 120 tys., a Szlangbaum kupił go za 90 tys. Wokulski
zbladł. Adwokat Łęckich to złodziej, ale adwokat księcia dostarczy Wokulskiemu
30 tys. rubli, to dla Łęckich oznacza nędzę, tylko 6 tys. rubli rocznie.
Wokulski wpada na pomysł lepszego interesu, ma jakąś niby okazję i da Łęckiemu
10 tys. rocznie. Ktoś zapukał i wszedł Henryk Szlangbaum, na jego ojca Łęcki
klął w sklepie przy ludziach i ten domaga się satysfakcji. W dodatku mówi, iż
jego ojciec gotów jest oddać Łęckiemu kamienicę za 90 tys. a może nawet za 70
tys. Wokulski odprawia Łęckiego swoim powozem. Ten zrozpaczony żali się w domu
Belci, że stracił 30 tys. przez Żydów. Uratował ich Wokulski, opiekował się nim,
gdy dostał ataku bliskiego apopleksji. Wokulski to jedyny człowiek, który mógłby
się nią opiekować, gdyby Łęcki zmarł. W dodatku dał im 10 tys. od tej kwoty, to
jest 33%. Izabela tłumaczy ojcu, że 10 tys. to 10%, nie zna się na matematyce. Szpigelman to Żyd, jeden z dłużników, który przyszedł upomnieć się o 800 rubli
długu. Przyjęła go Izabela i obiecała, że spłacą długi kolejnego dnia. Zdradziła
również, że będą mieli 10% od 30 tys. rocznego dochodu. Żyd wytłumaczył jej, że
nie jest możliwy tak wysoki zysk, najwyżej 3 tys. Łęcki potem przyznał, że poza
Szpigelmanem mają jeszcze inne długi i niespłacone weksle, będzie tego ponad 5
tys. lub więcej.
Przyjechała do nich hrabina Joanna. Mówi prawdę o cenie domu, że powinni
dziękować temu Żydowi, że przepłacił co najmniej 20 tys., dzięki czemu posag
Beli jest uratowany. Przyjechała jej powiedzieć, że Kazio Starski wrócił.
Aktualnie był w Anglii, ale wcześniej był w Chinach. Ponoć babka ma oddać mu
swój majątek. Jest jak zwykle piękny i uroczy pytał o nią. Umówiła go, aby
przyszedł nazajutrz do nich. Izabele zarumieniła się z radości. Mówi o planach
wyjazdu do Paryża. Ciotka zachęca ją do pobytu na wsi u niej, gdzie będzie też
Starski, będą mogli codziennie się widywać i może dojść do jakiegoś konkretu.
Izabela zwierza się Florci, że Starski jest. Florcia jest pewna, iż
całkiem zapomniał o ranach, jakie mu Izabela zadała i pewnie jest zadłużony.
Życzyłaby jej, aby wyszła za niego za mąż, ale co powiedzą baronowie, marszałek
i Wokulski. Izabela ocenia, iż Wokulskiemu wystarczy uścisk ręki. Florentyna nie
jest taka pewna.
W nocy śniła o Starskim jako mężu, Rossim i Ochockim jako
platonicznym kochankom, a Wokulski jako plenipotent majątku. Rano dostała listy.
Sama musiał napisać do Wokulskiego, aby przyjechał wcześniej, ponieważ miałby
załatwić sprawy długów z Żydami zanim przyjedzie Starski. Flora jest pewna, że
Starski bardzo dobrze zna zdenerwowanych wierzycieli. Hrabina informowała w
liście, że po południu przyjdą do jej ojca lekarze. Informowała, iż Kazio
Starski wyjeżdża wieczorem i może wpaść do nich lada chwila. Drugi list był od
Krzeszowskiej. Zdaniem baronowej dom Łęckich kupił Wokulski przez podstawionego
Żyda, w dodatku 20 tys. ponad cenę. Prosi Belę, aby uprosiła Wokulskiego o
przedłużenie jej najmu mieszkania, w którym zmarła jedyna jej córeczka. Izabela
była w szoku.
Pojawili się Żydzi - wierzyciele. Narobili hałasu. Wkrótce jednak przyszedł
Wokulski i umówił się z nimi do swojego kantoru na 18.00. Potem poszedł do
Łęckiego, który użalał się nad sobą i prosił o kredyt na 7%. Przeszedł do salonu
i Izabeli, która zapytała, dlaczego kupił kamienicę podstawiając Szlangbauma i
dlaczego od kwietnia ich prześladuje? Wokulski zdenerwowany zapytał, czy mają
wierniejszego psa od niego, który od dwóch lat pragnie usuwać im wszelkie kłody
spod nóg i ich ratuje? Wszedł Starski. Wokulski zajął miejsce przy drugim
stoliku. Bela po angielsku rozmawiając ze Starskim przedstawiła Stanisława jako
pełnomocnika ojca. Miał dość tej sytuacji i na szczęście Łęcki go poprosił.
Także zapytał go o kupno kamienicy, Wokulski może mu dom odsprzedać. Lekarze
kazali Łęckiemu uciekać na wieś i nici z Paryża. Wokulski wszedł pożegnać się z
Łęcką. Była zdziwiona, że on ich opuszcza. Zapraszała go nazajutrz na pożegnanie Rossiego, lecz on w nocy wyjeżdża do Paryża. Poinformował ją i wyszedł. Poszła
zapytać ojca, dlaczego wyszedł. Możliwe, że się obraził, bo Izabela zapytała o
sprzedaż domu. I kto by pomyślał, że się obrazi „Taki sobie zwyczajny kupiec!”
Rozdział XX Pamiętnik starego subiekta
Rzecki jest zły na Wokulskiego, że tak bez słowa pojechał do Paryża. Wprawdzie
wezwał go do siebie, ale o nic nie pytał. Powiedział, żeby poszedł do nowo
kupionej kamienicy i ponaznaczał nowe czynsze. Krzeszowskiej może podnieść kilka
rubli, a reszta ma płacić tyle, ile może, ale regularnie. W banku mają 120 tys.,
więc niech pilnuje sklepu. Rzecki próbował wyciągnąć od niego jakieś informacje,
zwierzenia, ale Wokulski był opryskliwy i nie miał zamiaru się tłumaczyć. Na
stacji kolejowej spotkali Szumana. Lekarz powiedział Wokulskiemu, iż tym samym
pociągiem jedzie do Paryża Starski, bankrut i obieżyświat, były konkurent do
ręki Izabeli. Na pytanie, kiedy Wokulski wraca, ten odpowiedział, że wolałby
nigdy.
Potem Szuman z Rzeckim mówili o miłości i niesprawiedliwości, on Żyd nie
miał prawa kochać katoliczki, Wokulski kupiec nie ma prawa kochać arystokratki,
Rzecki nie ma pieniędzy, więc nie może kochać żadnej kobiety i taka to
cywilizacja.
Rzecki przypomina sobie pierwsze spotkanie z Wokulskim i jego ojcem. Utyskiwał
na młodego chłopca w piwnicy u Hopfera, bo ten wydał 20 zł. na książki. Ojciec
Stacha potrzebował pieniędzy na adwokata, aby powrócić do dawnej świetności
rodu. Pochodzili ze szlachty, a dziadek z matki Stacha był kasztelanem. Wtedy to
dowiedział się, iż Wokulski jest konstruktorem i bardzo chce się uczyć. Zrobił
maszynę, która ciągnęła wodę na górę i zwabiała gości Hopferowi. Poza tym
Hopfer
miał córkę Kasię, a ta podkochiwała się w Stachu. Liczył też na majątek po
dziadku Wokulskiego. W roku 1861 Stach rzucił pracę, zamieszkał u Rzeckiego i
rozpoczął studia jako wolny słuchacz. Symboliczna scena pożegnania z Hopferem,
kiedy to Stanisław wszedł do piwnicy, a koledzy podciągnęli drabinę i nie mógł z
niej skorzystać. Podciągnął się jednak na rękach i wyszedł ku zdziwieniu
wszystkich. Dla Rzeckiego to symbol wspinania się po szczeblach nauki, losu,
życia czy kariery. Wokulski sam doszedł w życiu do wszystkiego. Dużo czasu
poświęcał Stach książkom i nauce, zajmował się też balonami. Kasia Hopfer często
odwiedzała sklep Mincla w nadziei na spotkanie z Wokulskim. Rzecki zachęcał go
do niej, ale Wokulski twierdził, że to nie dla niego dziewczyna.
Zainteresowała się nim Minclowa, żona Jana i też zapraszała ich obu na herbatę,
aby nawracać 28-letniego Stacha na drogę miłości. Powstały z tego powodu kłótnie
pomiędzy nią a mężem, który coraz częściej znikał z domu. Z kolei rozpoczęło się
powstanie i Wokulski poszedł się bić. Zniknął z oczu Rzeckiemu, aż dwa lata
później dopiero dał znać z Irkucka i prosił o swoje książki. W roku 1870 wrócił
z zesłania. Wtedy stała się dziwna rzecz, kupcy nie dali mu pracy, bo był
uczonym, a uczeni bo był eks-subiektem. Przeżył dzięki pomocy Ignacego. Po
śmierci Jana Mincla wezwała go Minclowa i zaproponowała, aby Wokulski zamieszkał
u Ignacego. Pół roku później Stach ożenił się z Minclową. Zabrał się też za
pracę i nawiązał kontakty z moskiewskimi kupcami. W ciągu roku potroił dochody
sklepu. Minclowa była o niego bardzo zazdrosna i często dawała mu dowody
miłości. Zrobiła z niego pantoflarza. W czwartym roku zaczęła się malować.
Usłyszała o płynie, który ma ponoć odmładzać, nasmarowała się nim od stóp do
głów. Dostała zakażenia krwi i nie pomogli wezwani lekarze. Imała jednak tyle
przytomności, że wezwała rejenta i zapisała majątek Wokulskiemu. Po tym
wydarzeniu Stach osowiał i zamknął się w sobie. Wrócił do nauki. Pewnego razu
Rzecki wprost wypchał go do teatru. Od tej pory chodził na wszelkie
przedstawienia, odczyty i koncerty. Stara plotkara pani Meliton powiedziała
wtedy Rzeckiemu, iż Wokulski jest zakochany, lecz nie chciał w to wierzyć.
|
|