STRESZCZENIE

Strony z opracowaniem:   1  | 2  | 3  | 4  | 5  | 6  | 7  | 8  | 9  | 10  | 11  | 12  | 13  | 14  | 15  | 16  | 17  | 18  | 19  | 20  | 21  | 22  | 

Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!

TOM II

Rozdział I Szare dnie i krwawe godziny

Wokulski jedzie do Paryża. Mijają godziny, pociąg wjeżdża na kolejne stacje, Wokulski przesiada się z nowym biletem i dalej rusza. W Paryżu czeka na niego Suzin. Obrażonym tonem mówi, że Stanisław zhardział zadając się zadając się z parszywą szlachtą i nie chce znać starego kolegi. Mógłby przez to stracić 50 tys. rubli. Wokulskiego nic nie obchodzi, najmniej Paryż. W wynajętym pokoju Grand Hotelu Suzina próbuje ustalić, za co ma dostać owe pieniądze od niego. Suzin pokrętnie odpowiada, że za naukę w Irkucku, za to, że będzie jego oczami i uszami, będzie mu doradzał i pomagał. Może kupią materiały francuskie, może statki, niech go to nie obchodzi i niech zapomni co usłyszy podczas pertraktacji z różnymi kapitalistami. Wokulski idzie spać do swego pokoju. Kładąc się, wyobraża sobie, jak Izabela tęskni za nim i szuka go. Może nawet pojechała za nim do Paryża. Zbiega na dół i spaceruje po mieście. Widzi tętniące życie, kawiarnie pełne ludzi, posągi, kamienice z balkonami i gankami, kominami, podziwia to. Może tu słyszeć język francuski w gorszym wydaniu niż w Warszawie, choć częściej.

O godzinie czwartej wraca do hotelu, by wraz z Suzinem przyjmować interesantów. Zjadł obiad, potem udał się do sali przyjęć i Jumart przedstawiał mu kolejnych gości. Pierwszy znał 4 języki i doskonale Paryż. Wokulski kazał mu w domu czekać na kontakt. Kolejny to Escabeau, konstruktor karabinu maszynowego. Wokulski nie zajmuje się bronią, odesłał go. Wszedł nawiedzony hazardzista, który odkrył zasady wygrywania w ruletkę. Potem dama z propozycją sprzedaży tajemnicy i prośbą pożyczki. Wszystkich odprawił. Wyszedł na dwór, zwiedzał Plac Zgody i inne miejsca. Następnie wrócił na sesję z fabrykantami statków, notował, rozmawiał i tłumaczył za Suzina. Było dużo trunków. Wrócił do pokoju i zastanawiał się nad Paryżem, przeglądając przewodnik. Kolejnego dnia scenariusz powtarzał się. Zwiedzał Paryż i dużo rozmyślał o Izabeli, którą nazwał nawet Mesaliną, a Starskiego, Ochockiego i Rossiego jej kochankami. Dziwił się, że taki człowiek jak on mógł kochać tak zepsutą kobietę, jak ona. Przyłapał się też na nazywaniu Paryżan głupcami z racji dobrego humoru. To on był posępny i smutny. To niemożliwe, by kochał się nieszczęśliwie, powinien to przerwać. Powinien zająć się pracą przez 16 godzin dziennie, bo tylko najsilniejsi wygrywają walkę z losem, a następne ich pokolenia mają dostatek. Wreszcie któregoś dnia pomyślał, iż w zasadzie mógłby osiąść w Paryżu i nie wracać do Warszawy, sprzedać sklep i żyć z procentów. Może i nie byłby szczęśliwy, ale przynajmniej nie będzie zawadzał tym, którzy go nie chcą.

Rozdział II Widziadło

Pewnego razu w sali przyjęć To był dzień, w którym Wokulski przyjął profesora Geista. Był to naukowiec wariat, bo działał i myślał nieszablonowo. Najpierw chciał sprzedać swój materiał wybuchowy, ale Wokulski nie interesował się tym. Dał wciągnąć się w rozmowę o balonach i samobójstwie, potem o chemii organicznej i metalach, których wagę można zmniejszać. Dał Geistowi 5 franków na fiakra i ten przywiózł ze swojej pracowni kilka metali, platyny i stali, próbek, które Wokulski brał do ręki. Wyglądały na metale, ale były kilka razy lżejsze od metali. Geist zachęcał Wokulskiego do przyjścia do jego pracowni i rozpoczęcia badań. Wyczuł, iż Stanisław stojąc w gondoli balonu myślał o samobójstwie. Wokulski zastanawiał się nad propozycją współpracy i stwierdził, że miałby wyższy cel w życiu. Geist prosi go, gdy jeszcze kiedyś najdzie go myśl samobójcza, niech lepiej przyjdzie do jego laboratorium, tam też można zginąć, lecz z pożytkiem. Na zakończenie rozmowy dał mu 300 franków na materiały do badań.

Po wyjściu Geista rozmawiał z Jumartem. Ten na pytanie o Geista odpowiedział, iż w hotelu ma seanse profesor Palmieri, który pokazuje różne cuda za 5 franków. Wokulski był zły na siebie, że dał się nabrać Geistowi. Wraz z Jumartem obejrzał seans Palmieriego, który magnetyzował ludzi (hipnotyzował) i oni wykonywali jego polecenia, czasami przekraczające ich możliwości fizyczne. Jednemu z ludzi wmówił, iż trzymany przez niego korek to róża i tamten wąchał go jak kwiatka. Innemu podał chustkę i wmówił, iż waży ona 100 funtów. Osoba ta pociła się i sapała. Wokulskiego Palmieri nie udało się uśpić. Wokulski doszedł do wniosku, iż Geist go zamagnetyzował. Kolejnego dnia rano obudził się i jeszcze raz doszedł do tego samego wniosku. Pytał jednak sam siebie, kto zamagnetyzował go miłością do Izabeli? Uśpieni ludzie nie pamiętają swoich rozmówców, a on Geista pamiętał, więc nie jest oszustem.
Allegro - największe aukcje internetowe, najniższe ceny! Kup i sprzedaj!
Przez kolejne dni był bardzo zajęty. Suzin zakupił kilkanaście statków, a zysk przypadający na Wokulskiego pokrył wszelkie jego wydatki poczynione w Warszawie w ostatnim roku. Przed wyjazdem Suzina rozmawiali po przyjacielsku. Suzin wie, iż Wokulski jest zakochany. Daje mu przykład źródła we Francji, do którego niektórzy modlą się i na kolanach pielgrzymują, a inni biorą z niego wodę, piją i nawet zęby płuczą. Oby Wokulski nie był tym, który klęczy. Pół miliona majątku to bardzo dużo i z takiego kupca nie powinni się ludzie śmiać. Zarzuca mu też, iż będąc w Paryżu nie robił interesów dla swojego sklepu, a błądził w chmurach i latał balonami, wysłuchiwał czarowników. Wokulski rzeczywiście myślał, iż zabłądził w labiryncie i jedyne z niego wyjście prowadzi do Geista. Czytał list o Rzeckiego. Ten zachwalał mu Stawską i prosił, aby poszukał wieści o jej mężu Ludwiku. Pojechał w tej sprawie do baronowej, którą kiedyś odprawił z pokoju i zlecił jej poszukiwania Stawskiego. Pojechał do Geista, oglądał pracownię. Brał próbki metali i robił kilkugodzinne testy i doświadczenia. Wokulski obiecuje, że wróci do Geista, ale profesor namawia, aby najpierw ukończył swoje sprawy w świecie, nie nadeszła jeszcze jego pora. Czytał wieczorami sonety Mickiewicza. Raz nawet rzucał książkami w nerwach. Był zły na siebie, nie potrafił docenić swoich osiągnięć, nawet kupił patent szlachecki, aby upodobnić się do innych.

Marzył i myślał o sławie badacza, o ściągnięciu ochockiego i wspólnej pracy z Geistem. Zaczął już pisać list pożegnalny do Ignacego. Rozważał czy ma zostać i pracować nad odkryciami dla ludzkości, czy wracać i zdobywać kobietę. Oceniał ją krytycznie i jej wielbicieli jako bezrozumną czeredę, która nie doceniłaby Geista i jego pracy. Do pokoju wszedł służący i przyniósł list od Rzeckiego. W nim znalazł Wokulski list od Zasławskiej. Obawiał się, iż informuje go o ślubie Izabeli. Z wahaniem czytał. Prezesowa zapraszała go do Zasławia w sprawie budowy cukrowni. Właśnie jest u niej Izabela, która mieszka niedaleko u ciotki, i Wokulski może spotykać się z nią. Ponoć czymś ją uraził, zatem niech przyjeżdża do Zasławka i się pojedna. Wokulski natychmiast opuszcza Paryż.

Nauka pisania wypracowań
Strony z opracowaniem:   1  | 2  | 3  | 4  | 5  | 6  | 7  | 8  | 9  | 10  | 11  | 12  | 13  | 14  | 15  | 16  | 17  | 18  | 19  | 20  | 21  | 22  | 

ROZPRAWKA
Czy Wokulski to romantyk, a może pozytywista? pobierz
ESEJ
“Lalka” B. Prusa powieścią o straconych złudzeniach. pobierz