 |
Kilka dni nie było pogody, dopiero na trzeci dzień wypogodziło się i postanowili
na prośbę Felicji wybrać się do lasu na rydze. Wąsowska miała jechać ze
Starskim, Wokulski z Felicją,
Ochocki z Izabelą, baron z Eweliną.
Rozdział VI Lasy, ruiny i czary
Wokulski chodził z Izabelą po lesie i słuchał jej wywodów o drzewach,
porównywanych do miast i ludzi, dróg i alejek. Nie wiedział, że jest poetką.
Każde jej słowo było dla niego jak balsam. Nie chcieli zbierać grzybów, czym
narazili się Felci. Łęcka opowiadała, jak to rok temu byli tutaj na polanie z
piknikiem, było jej smutno i myślała, co będzie za rok. On też rok wcześniej był
na obozie w Bułgarii i zastanawiał się, czy przeżyje, czy jeszcze kiedyś ją
zobaczy? Przecież ona go nie znała? Ale on ją zna od kilku lat i teraz prosi,
aby odpowiedziała, czy on, kupiec, spoza jej klasy może o niej myśleć, nic
więcej. Jeśli powie, że nie, odjedzie jeszcze dziś bez żalu. Izabela
odpowiedziała, że każdy człowiek może myśleć i on wziął to za dobrą monetę i był
szczęśliwy. Izabela przypomina, iż jest szlachcicem i to może lepszym od innym i
nie powinien mieć kompleksów. Na jego nieszczęście - odpowiada Wokulski - jest też
kupcem. Izabela mówi, że kupcem można być lub nie być. Wokulski zastanowił się.
Wracali do domu, potem całe popołudnie spędzili razem, spacerując po parku i
pływając po stawie.
Był w siódmym niebie. Zasławska przypomniała o stryju i
ruinach zamku. Poprosiła Wokulskiego o wyjazd w ruiny i wygrawerowanie napisu na
wielkim kamieniu. Kolejnego dnia pojechali tam na piknik.
W Zasławiu zobaczyli
niskie budynki drewniane i kościół. Uzgodnił z proboszczem pozwolenie na wykucie
w skale wiersza ku pamięci kapitana Wokulskiego, którego ksiądz pamięta. Polecił
miejscowego chłopaka Węgiełka, który dawniej zajmował się stolarką, ale mu
zakład spłonął. Wokulskiemu spodobał się ten dwudziestokilkuletni młodzieniec i
obiecał, że jeśli dobrze wykona robotę, weźmie go do Warszawy i tam zarobi na
swój nowy warsztat.
Weszli do ruin zamku z Izabelą, Węgiełek prowadził. Byli na
dziedzińcu zamku. Węgiełek opowiadał legendę o pannie, która leży gdzieś w
podziemiach z wielkim skarbem, jakiego świat nie widział. Panna ta śpi, ponieważ
ktoś jej wbił złotą szpilkę w głowę. Czeka na odważnego, kto zejdzie w podziemia
i wyciągnie szpilkę. To jednak wymaga walki ze straszydłami. Dziadek Węgiełka
znalazł tam ząb wielki jak pięść, od potwora jakiegoś, więc warto się bać. Dwa
razy w roku uchylał się kamień w potoku i można było zobaczyć bogactwa z daleka.
Jeden odważny kowal zszedł po naradach z wróżką i nie bał się niczego. Kiedy
doszedł do śpiącej panny, wyciągał jej szpilkę, ta przebudziła się i zapytała,
dlaczego skazuje ją na cierpienie i ból? Wtedy się dopiero przestraszył kowal i
dopadły go potwory. Jeden stracił właśnie ząb a krew kowala jest na skałach.
Wokulski poprosił Węgiełka o zapoznanie się z wierszem. Ten
zapomniał sznurka i musiał zejść do furmanów. W tym czasie Izabela przeczytała
wiersz Mickiewicza „Na każdym miejscu i o każdej dobie,...” i rozpłakała się,
kartka z tekstem wypadła jej z ręki. Wokulski schylił się po nią i ucałował jej
dłonie, zapytał, czy i ona dla niego zbudzi się kiedyś. Odpowiedziała „może”.
Był szczęśliwy.
W niedzielę Izabela musiała wyjechać. Spacerowała z Wokulskim i on wyznał jej
miłość, cierpienie i niewiedzę, czy ona widzi jego miłość. Twierdził, iż całe
jego życie jest cudem, który prowadził do niej, wykształcenie i majątek,
wszystko po to, by być z nią. Mógł w Paryżu zostać i zajmować się badaniami,
zrezygnować z miłości na rzecz sławy, lecz wybrał miłość. Czy da mu szansę?
Milczała, ale on wziął to za dobrą monetę i prosił, by dała mu znak, gdy będzie
mógł liczyć na coś więcej.
Rozmawiał z prezesową o cukrowni i kobietach. Wyrażała żal z powodu zachowania
się i niedojrzałości kobiet, lalek, które muszą uczyć się całe życie, aż dopiero
rozpoznają wartościowego mężczyznę. Przykładem jest Ewelina ulegająca
Starskiemu. Gdyby powiedziała o tym baronowi, ten nie uwierzyłby, tak jest w nią
zapatrzony. A może chodziło też o Izabelę, Wokulski rozważał tę myśl, bowiem
wydawało mu się, iż między Izabelą a Starskim doszło po ciemku w drodze
powrotnej z pikniku do jakiegoś zbliżenia, lecz nie był pewien tego. Odwiedził
go też baron. Miał wątpliwości czy nie należy chronić narzeczonej przed
Starskim, gdyż to intrygant i bałamut. Wokulski odpowiada cynicznie, iż nie
można walczyć z naturą. Jeśli kobieta nie musi udawać miłości, wtedy nie musi
kokietować wszystkich i jest jasna sytuacja.
Nazajutrz wziął konia i popędził na miejsca, w których był i
spacerował z Izabelą. Zastała go tam Wąsowska. Porównuje go do średniowiecznego
trubadura, rycerza wiernego swej damie i żyjącego tylko dla niej. Nie mogłaby z
nim być, ponieważ widziała jak kochał inną. Radzi mu zejść na ziemię, bo czasy
średniowieczne już minęły i wiedzą o tym nawet dwudziestoletni chłopcy.
Po powrocie z przejażdżki odradził prezesowej budowę cukrowni i oznajmił, że
wyjeżdża. Zapraszała go do siebie po powrocie do Warszawy. Ochocki bardzo
żałował wyjazdu Wokulskiego. Ten zapraszał go do siebie w Warszawie, aby mu
opowiedzieć o wynalazku lepszym niż balony. Po drodze sprawdził w Zasławiu
wykuty napis, zabrał ze sobą Węgiełka i pojechał.
Rozdział VII Pamiętnik starego subiekta
Jest rok 1879. Cały wrzesień Wokulski spędził w Zasławku. W listopadzie wrócił
z Moskwy, skąd przywiózł ponad 70 tys. rubli. Do sklepu przyszedł jednego dnia
Maruszewicz z propozycją pośrednictwa w sprzedaży kamienicy Krzeszowskiej za 90
tys. Adwokat Wokulskiego twierdził, iż ceny kamienic poszły do góry teraz 90
tys. to za mało. Krzeszowska wytoczyła proces Stawskiej o kradzież. Rzecki
polecał Stawską Wokulskiemu, bardzo chciał ich ze sobą zeswatać. Odwiedzili je i
poinformowali o Ludwiku. Dwa lata wcześniej był w Nowym Yorku, potem w Londynie
pod przybranym nazwiskiem, gdzie chorował. Za kilka tygodni Wokulski będzie miał
szersze dane. Rozmawiali o lokatorach, Maruszewiczu, studentach i Krzeszowskiej.
Ona podglądała ich przez lornetkę teatralną, podobnie Maruszewicz.
Kolejnego dnia dostali anonimowy list z oskarżeniami o rozpustę Wirskiego,
Rzeckiego i Wokulskiego ze Stawską. List ten napisała prawdopodobnie
Krzeszowska, bo zachęcała do sprzedania kamienicy, jak tylko znajdzie się kupiec
i wyjazdu za granicę. Przybyły wkrótce adwokat oświadczył, iż jest pewien
Litwin, który chciałby kupić kamienicę za 80 tys. Rozszyfrował go Wokulski. Owym
Litwinem była baronowa. Kazał jej przekazać, iż cena wynosi 100 tys. a po Nowym
Roku wzrośnie, więc niech się Krzeszowska decyduje.
Któregoś dnia wraz ze Szprotem i Węgrowiczem pili piwo. Szprot wygadał się, że
Wokulski sprzedaje sklep, czym zaskoczył Rzeckiego. Podejrzewał, że ma to
związek z ożenkiem z Łęcką, mimo że raz dostał kosza od Izabeli. Rzecki bardzo
się zdenerwował. Chciał wyzwać Szprota na pojedynek, ale ten się nie zgodził.
Potem Rzecki pytał Wokulskiego, czy to prawda, a ten odpowiadał mu, że nawet
jeśli, to co w tym złego? Rzecki poszedł do piwiarni przeprosić Szprota.
|
 |