 |
Rozdział XIV Pamiętnik starego subiekta
Rzecki pisze w roku 1879 o dwóch koalicjach: Rosji z Turcją i drugiej Niemiec,
Austrii i Anglii. Podejrzewa wybuch wojny, która będzie rozstrzygać o ważnych
kwestiach. Narzeka na swoje zdrowie, nie może chodzić. W sklepie załatwia tylko
sprawy Stacha, Szlangbaum ma go całkiem spłacić, a od Wokulskiego ma 1500
rocznej renty. Czasami myśli, że gdyby nie Stach i Napoleon, mógłby zrobić to co
Katz. Od 20 lat nie wyjeżdżał z Warszawy, więc chętnie gdzieś mógłby pojechać.
Szlangbaum poprzez Maruszewicza poznał środowisko arystokracji.
Jeszcze tylko książę mu pozostał, który z Żydami jest grzeczny, ale z dystansem.
Szlangbaum bardzo się zmienił. Wobec subiektów jest impertynentem, hipopotamem
depczącym ich, wobec klientów, szlachty uniżony.
Rzecki zaczął starać się o paszport, aby wyjechać na Węgry. Myślał, że
przygotowania potrwają z miesiąc, a Wirski spakował go w kilka godzin i
powiedział „Jedź”. Rzecki nie dał się jednak wygonić.
Baron z chęci posiadania pieniędzy wynajął pokój elegantowi, który później
okazał się Patkiewiczem. Tym razem studenci wzięli na celownik drwin
Maruszewicza. Zresztą to Maruszewicz doradzał brać kogokolwiek, byleby zapłacił
z góry za lokal.
Rzecki wspomina wyjazd do Krakowa Wokulskiego, który zapowiadał, że
nie zna terminu powrotu, a wrócił następnego dnia. Miał ponoć list od Suzina i
planował wyjazd do Moskwy, ale nie pojechał. Leżał u siebie i nie chciał z nikim
rozmawiać. Rzecki posłał Szumana, ale niczego się nie dowiedzieli, podejrzewali
jednak, iż w Skierniewicach musiało dojść do poważnych spraw. Możliwe, iż
Wokulski zerwał z Izabelą, a potem pijany spał w polu.
Przyjechał Mraczewski, opalony i grubszy niż dawniej. Był wcześniej w
Częstochowie, pomagał Stawskiej w założeniu sklepu. Wcześniej podróżował po
Europie w interesach Suzina. Mraczewski zakochał się w Stawskiej, a nawet
oświadczał, lecz ona była obojętna.
Rzecki wyruszył w wymarzoną podróż, ale wysiadł z pociągu zanim
odgwizdano odjazd.
|
 |