 |
Rozdział XV Dusza w letargu
Wokulski nie pamięta, w jaki sposób dotarł do domu. Przez mgłę widzi kasę, w
której kupił bilet w Skierniewicach, potem księdza w przedziale i Niemca, który
spał jak zarżnięty. W domu zastał służącego, który z przerażeniem go witał, bo
okazało się spał w jego łóżku. Szybko przebrał pościel i Wokulski zasnął, a
obudziwszy się popołudniu zjadł kolację, przebrał się i zasnął w salonie.
Następnie o północy znów położył się spać. Kolejnego dnia przyszedł Rzecki, ale
nie pamięta, o czym rozmawiali. Z kolei Szuman rozmawiał z nim o wszystkim, a
szczególnie o śmierci. Wokulski najchętniej zapadłby się pod ziemię. Po wyjściu
lekarza, który nie był w stanie „wymienić mózgu” na inny, który nie myślałby o
tym co poprzedni, poczuł ból. Cierpiał z powodu nieszczęśliwej miłości.
Kolejnego dnia przeglądał rysunki z „Don Kichota”, podobnie jak on był obłąkany,
szukał królewny, a znalazł dziewkę od krów.
Któregoś dnia odwiedził go Szlangbaum. Prosił o pozostawienie na 10%
120 tysięcy, które ma otrzymać Wokulski za sklep. Wokulski może mu zostawić te
pieniądze nawet bez procentu, jeśli zostawi w sklepie ludzi chcących tam
pracować. Ponoć Wokulski chce też wycofać się ze spółki do handlu z cesarstwem?
Jeszcze zastanawia się. Z przejęciem czytał „Baśnie tysiąca i jednej nocy”.
Otworzył list, dość gruby z Paryża od baronowej. Przesyła dowody śmierci
Stawskiego. Wokulski wspomina Stawską, szlachetną kobietę, która go kochała, ale
on tej miłości nie doceniał.
Kilka tygodni później znowu odwiedza go Szuman. Rozmawiają o Żydach i ich
możliwościach. Szuman zachęca Wokulskiego do dalszej pracy w spółce, aby nie
położyli na niej ręce Żydzi. Chyba że będą to Żydzi uniwersyteccy, wysoko
kształceni.
Odwiedził go Rzecki o lasce i schorowany. Mówił, że Klejna i
studentów policja zamknęła za namową Maruszewicza. Informował o Żydach, którzy
chcą przejąć spółkę, a na razie on nią zarządza. Prosił, by Stach wracał i
pracował. Zobaczył pismo o Stawskim i namawiał Stacha do oświadczyn Stawskiej,
dopiero przy niej zazna spokoju. Na tydzień przed sesją spółki odwiedzali go
wszyscy, Żydzi i arystokracja, nawet książę. Wokulski jednak był niewzruszony i
zdecydował wycofać się ze spółki. Książę bał się Żydów, przekonuje Wokulskiego,
że miał być pomostem pomiędzy światem kupców i arystokracją, miał przecież ich
szacunek. Wokulski wspomina, iż lada włóczęga zza granicy miał większy, nawet
taki Starski, który nigdy nie pracował, był o „dziesięć pięter” im droższy. Dla
niego mniej jest wart niż szwajcar z jego sklepu.
Na sesji spółki adwokat Wokulskiego ogłosił, iż jego klient z racji
zdrowotnych wycofuje się z zarządu, wycofuje też swój udział. Podobnie postąpił
książę. Dla niego Wokulski był gwarantem honoru jego nazwiska. Mniejsza o
dywidendy, książę robił to dla kraju. Miejsce Wokulskiego za stołem prezydialnym
zajął Szlangbaum.
|
 |