 |
Rozdział IV Powrót
Marcowa niedziela, akcja w pokoju Ignacego, Ir niewyraźnie chodzi koło drzwi,
czuje kogoś za nimi. Wchodzi Wokulski. Witają się. Rozmawiają o polityce i
popijają węgrzyna - Wokulski chce szklanką to robić. Cieszy się z powrotu. Pewnie
będzie pokój- powiada Stach. Po cóż więc zbroi się Austria? Chce zabrać Bośnię i
Hercegowinę, a Turcja jej nie może zabronić, bo silniejsi mają rację. Zawsze też
oni wygrywają, inaczej świat byłby domem inwalidów, słabeuszy. Ignacy nie
poznaje tego sposobu myślenia. Wokulski chwali się, że wziął 30 tys. rubli przed
wyjazdem.
Przywiózł 250 tys. z czego część w złocie, ma też akcje, które po podpisaniu
pokoju sprzeda i będzie miał majątek przekraczający 300 tys. rubli (jest na owe
czasy milionerem, za 1000 rubli Wokulski mógł żyć przez rok). Pieniądze te
zarobił uczciwie, miał potężnego partnera, zadowalał się mniejszym zarobkiem niż
inni, więc pieniądz był w ciągłym ruchu. Czy tylko po pieniądze tam pojechał?
Przecież miał zapewniony byt i pieniądze? Wokulski skarży się, że wszyscy mu
wymawiali, iż niczego nie osiągnął, a wszystko zawdzięcza Minclom. Miał więc
innym coś do udowodnienia i chętnie powtórzyłby to jeszcze raz. Mogą spokojnie
przyjąć kolejnego subiekta do pracy, rozszerzą też sklep i ofertę.
Wokulski pyta, czy Łęccy kupują u nich. Biorą na kredyt. Możliwe, iż zlicytują
im kamienicę, bo nie mają innego majątku. Pyta też, czy Łęcka wyszła za mąż?
Nie, bez posagu nikt jej nie zechce. Bardzo się cieszy, że wrócił, ale tak
naprawdę z faktu, iż ona nie wyszła za mąż. Trochę narzekał na krótkie listy
Rzeckiego i na zaginione numery „Kuriera”- pisma warszawskiego. Wokulski bardzo
tęsknił. Poszli razem do sklepu. Wokulski pytał, co kupiła Łęcka, poprosił o
taką samą portmonetkę, która jej się podobała. Wybrał sobie też parasol i
zapłacił gotówką. Nieco podpity prawie się wygadał, że sklep go nie obchodzi.
Rozdział V Demokratyzacja pana i marzenia panny z towarzystwa
Widzimy mieszkanie Łęckich. Tomasz Łęcki, senior rodu (przekroczył 60tkę),
ojciec Izabeli, wynajmował 8-pokojowe mieszkanie w Alejach Ujazdowskich.
Mieszkała z nimi panna do towarzystwa, Florentyna. Był siwy i dostojny, na ulicy
rozpoznawano, że musi być wielkim panem. Miał w swoim rodzie senatorów, jego
ojciec był milionerem, podobnie jak Tomasz za młodu. Stracił majątek na
podróżach po Europie i bale, bywał na dworze francuskim, wiedeńskim i włoskim.
Prowadził salon w Warszawie i życie wielkiego tuza, gdy okazało się, że stracił
majątek i nie ma grosza. Wszyscy odwrócili się od niego, a pierwsi kandydaci do
ręki Izabeli, której urodę doceniał nawet król Sardynii. Posiadał jednak dom i
chciano go wpisać do związków kupieckich, zrobić prezesem, lecz nie zgodził się.
Niektórzy mówili, iż specjalnie rozgłosił plotki, aby sprawdzić uczciwość uczuć
konkurentów do ręki córki. Rozeszły się plotki o licytacji jego kamienicy.
Izabela była niepospolicie piękną kobietą. „Gdyby ją kto zapytał, czym jest
świat, odpowiedziałaby, że zaczarowanym ogrodem, a ona boginią”- była tak
zapatrzona w siebie, ubierała się jak księżniczka. Nie istniały dla niej pory
roku i pory dnia. Nieraz szła spać o 8 rano, jadła obiad o 2 w nocy. Żyła w
świecie arystokracji. Od południa składano sobie wizyty. Wieczorem czas spędzano
w teatrze, potem spotykano się na salonach, jedzono i bawiono się. Poza tym
światem zaczarowanym istniał też inny świat, zaczarowany, który na nią pracował.
Z okien karety widywała rolników, z tamtego świata pochodziły meble, ktoś je
robił, gdzieś tam urodzili się jej służący. Miała dobre serce i napotkanym
żebrakom kazała dawać pieniądze. Raz biednej matce dała bransoletkę, a dzieciom
cukierki. Raz we Francji odwiedziła fabrykę żelazną, widziała pracę górników i
wydało się jej, że oto zstąpiła tam jakby bogini z Olimpu. Pytała się ojca
wtedy, czy ci ludzie nie robią kobietom krzywdy? Czytywała poezję dalekiego
kuzyna Zygmunta Krasińskiego i wtedy w fabryce znalazła obraz, jakim można
odmalować „Nie- Boską komedię”. Nie mogła zrozumieć, jak można było stracić ten
świat?
Izabela wiedziała, iż najważniejsze w życiu są urodzenie i pieniądze. Brzydziła
się małżeństwem. Znała je z opowieści znajomych mężatek. Nie wyobrażała sobie
męża w szlafroku, całującego ją z ustami pełnymi dymu. Oświadczyny jakiegoś
amerykańskiego milionera zbyła śmiechem, a podolskiego magnata odepchnęła
zdaniem, że wyjdzie tylko z miłości. Po ujawnieniu prawdy o majątku Łęckich
pozostali jej tylko dwaj adoratorzy: pewien baron i marszałek, bogaci ale starzy
wiekiem. Żyła w świecie wyobraźni, miłością wymyśloną i pożądaniem do Apollina,
który przybierał różne formy, zależnie od tego, w kim aktualnie się
podkochiwała.
Wtedy to Wokulski zobaczył ją po raz pierwszy w teatrze i zakochał
się do szaleństwa.
Tomasz w tym czasie wstąpił do związku kupieckiego i pomiędzy
9.00 a 12.00 grywał z mieszczanami, robotnikami w wista. Rozeszła się wieść, iż
nie ma majątku. Izabela, gdziekolwiek się nie pojawiła, mężczyźni zamieniali się
w jej niewolników, kobiety w tło. Niestety, aktualnie jej salon świeci pustką i
poza hrabiną Karolową wszyscy ją opuścili. W rozmowie z nią Izabela dowiaduje
się właśnie, iż są zrujnowani. Kamienicę zlicytują po św. Janie i nie otrzymają
za nią 100 tys., jest warta najwyżej 60 tys. Ich długi- weksle ktoś skupił.
Hrabina podejrzewa, że zrobiła to Krzeszowska. Namawia Łęcką na zamążpójście. Ta
jednak wzbrania się, że marszałkowi potrzebna niańka, a nie żona, bo ze starości
ślini się, a baron jest jeszcze starszy. Na wykup weksli potrzeba pieniędzy,
można sprzedać posag, srebrny serwis i inne srebra. Poproszą o pomoc w ich
sprzedaży panią Meliton. To specjalistka od swatania i transakcji prowadzonych
potajemnie.
|
 |