|
Rozdział IX Kładki, na których spotykają się ludzie różnych światów
Wielki Piątek. Wokulski zastanawiał się czy iść na grób hrabiny Karolowej.
Wziął 5 złotych półimperiałów (1=5 rubli srebrnych), potem dołożył kolejne 5,
ale doszedł do wniosku, że nie będzie dokładał się do tej jarmarcznej
dobroczynności. W Wielką Sobotę zmienił zdanie. Wziął 25 półimperiałów
i poszedł
do kościoła. Chciał zobaczyć Izabelę, a jednocześnie wstydził się swoich
pieniędzy. Zobaczył tam wielu żebraków, zastanawiał się nad lepszym światem, do
którego modlą się. Podzielił światy na trzy części, boską, ludzką i tych, którzy
żyli w pałacach a kościół zmienili na miejsce schadzek. Sam uważał się za obcego
dla nich wszystkich. Położył na tacy swoje pieniądze, które zrobiły duże
wrażenie na hrabinie. Hrabina pytała o Mraczewskiego i powodach jego zwolnieniu.
Izabela też nalegała, aby odpowiedział. Wokulski rzekł, że nie chodziło o
przekonania polityczne, ale nietaktowne wyrażanie się o klientach. Możliwe, że
te osoby same zachęcają do takiego postępowania i zachowują się nietaktownie?
Wokulski odrzekł, iż one mogą, bo płacą za to. Izabela zarumieniła się ze wstydu
i zaczęła czytać książkę. Hrabina zajęta dziećmi prosiła o pracę dla
Mraczewskiego. Mógł mu ją zaofiarować, lecz w Moskwie. Izabela spytała jeszcze
raz o Mraczewskiego. Wtedy dał jej do zrozumienia, że chodziło o nią, że to ona
ośmieliła młodzieńca łaskawszym tonem. Wycofała się z prośby, mówiąc, iż w
zasadzie nie stanowi jej różnicy, gdzie Mraczewski będzie mieszkał. Pożegnał
się. Hrabina podziękowała i zaprosiła Wokulskiego na święcone. Mają być u niej
znajomi z Towarzystwa Dobroczynności, którego członkiem jest Wokulski.
Izabela podejrzewa cioteczkę o kokietowanie Wokulskiego, co może
mu zawrócić w głowie. Za granicą takie stosunki arystokracji z mieszczaństwem
należą do dobrego tonu, ale Wokulski nie powinien zapominać, kim jest i tracić
głowę.
Wokulski bardzo krytycznie myśli o tym, co zaszło. On wyrzuca setki rubli po
to, aby się ożenić, natomiast damy wystają i godzinami nudzą się, aby zyskać
rozgłos, przy tym udają pobożność. Postanowił też zainwestować w powóz i naukę
angielskiego, ponieważ Izabela powiedziała do ciotki w tym języku. Przeliczył,
że będą to wydatki rzędu 1000 rubli rocznie, ale przecież na własne szczęście
nie będzie żałował.
Obserwował prostytutkę, która dawała na tacę 40 groszy. Potem
Stawską i jej śliczną córeczkę Helę. Żałował, że nie spotkał tej pięknej kobiety
rok wcześniej. Z jej rozmów wywnioskował, że jest chyba wdową.
W kruchcie zobaczył tę samą prostytutkę rozdającą dziadom jałmużnę. Pomyślał,
że jest osobą bardziej świętą niż Izabela, mimo że sprzedaje swoje ciało z
nędzy. Za to Łęcka chce sprzedać siebie jak najdrożej. Zapytał panienkę, dokąd
idzie, a ona zaofiarowała swoje usługi. Zaprowadził ją do sklepu, do pokoju
Rzeckiego. Rozmawiał z nią. Miała 19 lat i mieszkała w burdelu, a za wszystko
naliczano jej odsetki, że mimo iż płaciła za pokój i jedzenie, to wciąż miała
długi. Kiedyś uciekła, lecz sprowadzono ją z powrotem i pobito, tydzień leżała
chora. Wokulski z listem polecającym odesłał ją do sióstr Magdalenek. Ma tam
pracować i wyjść na ludzi.
W Wielką Niedzielę wynajętym powozem pojechał do hrabiny. Czuł się obco, ale
Łęcki przywitał się z nim, na tę okazję pogodził się nawet ze swoją kuzynką
Joanną.
Łęcki przedstawiał go gościom, spośród których większość Wokulski
znał. Kiedy przeszli do drugiego pokoju, arystokraci rozmawiali o Wokulskim.
Jego dostawy na wojnie były bardzo rzetelne. Nawet żołnierze wiedzieli, iż jeśli
chleb był dobry, z pewnością został wypieczony z mąki od Wokulskiego.
Proponowano mu wielki majątek za wejście do jakiejś spółki, ale Wokulski nie
przyjął. W drugim salonie poznał księcia i rozmawiali, gdy podeszła Izabela i
chciała im podać coś do picia. Książę pytał o tytuły i koligacje rodzinne.
Wokulski odparł, że jest dorobkiewiczem i nikim wielkim. Książę odparł, że
krajowi potrzebni są ludzie energiczni, pomysłowi, zdolni, pracowici i to są
tytuły Wokulskiego.
Podeszła hrabina, aby zabrać go do prezesowej Zasławskiej. Stara dama wypytała
o Stanisława Wokulskiego, porucznika, stryja Wokulskiego, który 5 lat wcześniej
zmarł. Pozostał po nim złoty krzyż. Pytała też o inne pamiątki po wuju. Kiedy
Wokulski odparł, że wuj przed śmiercią opieczętował swoje pamiątki i kazał je
pochować w trumnie razem z nim, prezesowa zasłabła. Musiano wyprowadzić ją do
drugiego pokoju. Wszystkie oczy skierowały się na Wokulskiego. Książę odgadł, iż
chodziło o jakieś stare czasy i zagadnął o możliwość wybudowania fabryki tkanin
na polskich ziemiach. Znowu hrabina zabrała Wokulskiego, a książę opowiadał o
nim same pochwały zebranym kolegom. Pochwały te słyszała Izabela.
Wokulski dowiedział się od Zasławskiej (kobita po 70-tce), że dawno temu, pół
wieku, kochała się w jego wuju. W Zasławiu przesiadywali godzinami obok ruin
zamku. Był tam wielki głaz, pod którym się spotykali i studnia, w do której z
żalu nawet chcieli się razem rzucić. Ona była bogata, on biedny oficer, nie
mogli razem żyć. Wszystko przeminęło, ale pamięć pozostała i ogromny żal.
Największą zbrodnią jest zabicie miłości. Prosi Wokulskiego o wykucie wiersza na
kamieniu w Zasławiu jako nagrobka dla jego stryja. Wyszedł z przyjęcia, szukał
Izabeli, chciał się pożegnać z nią, ale nie było jej w pobliżu. Szedł piechotą
do domu, rozpoznawał twarze przechodniów. Izabela wróciła do domu i opowiadała Florci o Wokulskim. Jak on w ogóle śmiał tam przyjść, kupiec na salony, wszyscy
nim zachwyceni. Florentyna uspokaja ją, że to bohater sezonu, ona też nim była
kilkanaście lat temu. Izabela boi się Wokulskiego.
|
 |